pexels photo 701014

Słyszę łomot w pokoju Jakuba, po chwili płacz obu synów i głos męża, zawzięcie coś tłumaczącego. Po chwili syn przybiega do mnie.

- Mamo, dasz mi koparkę do rozkręcania?  - wietrzę podstęp, bo Jakub dopiero co się nią bawił.

- A gdzie ona jest?

- Tata ją schował na szafę.

- A dlaczego?

- Bo uderzyłem Tymka….- tu cię mam, gagatku!

- To jak tata ją schował, to jego zapytaj, czy ci ją da. – mówię i wracam do pracy. Po chwili Jakub znów przybiega z płaczem, że tata mu jednak nie da. Zaraz za nim wchodzi mąż, mówiąc: „Dam ci tę koparkę, jak się umyję” i wychodzi do łazienki. Jakub jeszcze chwilę płacze, próbując mnie przekonać, żebym dała mu zabawkę, ale twardo stoję przy tym, co ustalił mąż. Po chwili Jakub się uspokaja i już bez protestów czeka, aż tata się umyje.

Po przeanalizowaniu tej historii odkryłam dwie ważne rzeczy: dorośli zawsze powinni trzymać wspólny front, a dla małego dziecka kary nie powinny być zbyt odroczone. Już wyjaśniam 😊

Zauważyłam, że bardzo ważne jest, by rodzice konsultowali ze sobą nie tylko cały plan wychowawczy, ale też poszczególne ustalenia. Dziecko szybko wyłapie wszystkie luki i niedopowiedzenia. Jeśli mój mąż czegoś zakaże, Jakub próbuje urabiać mnie – jeśli nie dowiem się o co chodzi i dla świętego spokoju ulegnę – syn uczy się, że zasady można łamać, że nie zawsze obowiązują, że nie jesteśmy konsekwentni, że może kombinować. Ja zawsze uprzedzam męża czy dziadków, jeśli Jakub nie może np. oglądać za karę bajek.

Drugą rzeczą są kary – nie lubię ich tak nazywać, wolę mówić o naturalnych konsekwencjach 😊 czyli takich, które wynikają bezpośrednio z zachowania dziecka. Jeśli Jakub uderzy Tymka zabawką – chowam mu na jakiś czas zabawkę, a nie np. zabraniam oglądania bajek (oczywiście musi też szkodę naprawić przepraszając Tymka). Jeśli zabiera bratu zabawki i nie chce się niczym dzielić – ja nie chcę się „dzielić” komputerem i nie puszczam mu wieczorem bajki (to niestety nie zawsze rozumie). Jeśli znów wyleje mi cały żel pod prysznic w kąpieli (ostatnio to jest u nas plaga) to w konsekwencji następnego dnia myje się pod prysznicem bez ulubionych akcesoriów – piany, tabletki koloryzującej itp.

Problem z karami jest też taki, że często dajemy je zbyt odległe, lub takie, których Jakub nie rozumie. Jak mówię mu „dzisiaj nie będzie żelków” to Jakub się pyta „Dasz mi żelki?” zupełnie pomijając istotę kary, po prostu przypomina sobie o żelkach i się ich histerycznie domaga 😉. Jak mówię: „Dziś i jutro nie oglądasz bajek” (poniosło mnie 😉 ), to także domaga się bajki…Konsekwencja zabrania zabawki na określony, dość krótki odcinek czasu (aż się tata wykąpie) był strzałem w dziesiątkę! Był to konkretny odnośnik w czasie dla Jakuba, nie musiał długo czekać na zabawkę, ale jednocześnie odczuł konsekwencję swojego zachowania.  

A Wy co robicie, gdy dzieci łamią zasady? Jakie konsekwencje stosujecie? 

Joanna Karasowska-Płotek

Blog